|
niedziela, 20 czerwca 2010
Lata minely....
Lata minely... Lidka za pare dni skoncy 2 i pol roku. Nie bylo mnie tu od wiekow. Ale przyszla potrzeba. Musze sie wyplakac. Czerwiec to wrazliwy miesiac... Wiele sie zdarzylo... Maanam leci... Mam jedno skrzydlo... to prawie tak jak aniol... tak sie czuje.. bardzo niepelnie... Czerwiec... rocznica smierci babci rocznica mojego wyjazdu do Stanow rocznica mojego slubu rocznica smierci mojej ukochanej kotki slub Adriana i Maglosi, ktory mnie wlasnie ominal... Czerwiec... miesiac odliczania... Nie moge sie pozbierac. Serce krwawi. Nie mam czym oddychac. Lza splywa po policzku... Za nia kolejna... Chce do domu, ale dom, ktory pamietam nie istnieje juz dla mnie. Nowy dom jest juz nie moj... Nie mam domu. Nie mam gdzie wracac. A tu tez nie jest moj dom. Ciagla rozterka...
czwartek, 13 listopada 2008
piątek, 19 września 2008
poniedziałek, 15 września 2008
poniedziałek, 28 lipca 2008
niedziela, 27 lipca 2008
Housewarming gift
Typowa amerykanska tradycja nakazuje przywitac nowych sasiadow jakims podarunkiem, zeby sie dobrze mieszkalo. I tak w miesiac po przeprowadzce wpadla do mnie sasiadka z prezentem. Oto prezent:
Sasiadki zdjecia nie mam. Jest to sliczna czarna na gorze, biala pod spodem koteczka. Nieduza i bardzo przyjazna :) A wężowina to California Red-Sided Gartersnake a ponaszemu nazywany jest pończosznikiem prążkowanym, ogrodowcem zwyczajnym lub ogrodowcem prążkowanym. Ladny prawda? I prosze jaka mam wspaniala sasiadke ;)
sobota, 19 kwietnia 2008
Anegdotka
Wrocilismy z Polandii w czwartek. W piatek rano ledwo przytomna podjechalam do sklepu, bo w lodowce nic nie bylo. Jak wyszlam ze sklepu okazalo sie, ze przepadly mi gdzies okulary (do jazdy samochodem i ogladania tv - mala wada). Wrocilam do sklepu i jakas mila klientka powiedziala, ze je podniosla z podlogi i polozyla kolo warzyw. I tam tez je znalazlam. Dwa dni pozniej chcialam sobie poogladac tv, wiec zalozylam okulary na nos i cos mi kurcze nie pasuje. Zdejmuje okulary, patrze i patrze... a tam nie ma szkiel. Sama oprawka! Mysle sobie... Wagnerski nie jest zdolny do wykrecenia mi AZ TAKIEGO numeru, wiec rozpoczelam poszukiwania. Ale nic, nigdzie szkiel nie bylo. Kiedy Wagnerski wrocil do domu, rzecze do niego w te slowa:
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
A bo skoro siedze przy kompie
Kiedys siadalam i pisalam... ot tak chyba zeby sie wyzalic... A teraz? Pewnie znalazlyby sie powody, dla ktorych warto by bylo zajrzec na stronke i zaczac pisac. Ale wszystko przeslania ten niewinny usmiech, taki slodki, taki szczery... Kiedy tylko sie zbudzi, a ja stane przy jej lozeczku, ona natychmiast promienieje. Moja kochana coreczka... moj najwiekszy skarb... moja Lidusia. Jeszcze pare miesiecy temu, kiedy tylko przyszla na swiat, wydawalo mi sie niemal niemozliwym poczuc do tej istotki cos rownego do milosci, jaka darze Wagnerskiego. A tymczasem... kazdego dnia coraz bardziej ja kocham. Juz nie wyobrazam sobie zycia bez niej. A tak jeszcze nie dawno nie umialam powiedziec, ze ja kocham i naprawde to czuc, a teraz mowie jej to co chwila, bo tak czuje. I jak spi to chodze na nia popatrzec i nadal nie wierze, ze jest i taka moja. Caly moj swiat sie wokol niej kreci, a ja jestem naprawde szczesliwa :) Serce roscie! Pozdrawiam wszystkich, ktorzy jeszcze tu zagladaja :)
poniedziałek, 02 lipca 2007
2 Lipca
Witam! Dawno mnie nie bylo... Oto co sie wydarzylo w ostatnim miesiacu. Muir Woods - jak planowalam - wybralysmy sie z mama w sobote 9 czerwca na wycieczke w sekwoje. Wycieczka dluga nie byla ale dosc intensywna. Poltorej mili (prawie 3 km) wspinania w gore a nastepnie pol mili w dol. Wszystko w ciagu 2 godzin. Troche sie przetrenowalam i odchorowywalam przez reszte dnia, glownie z powodu astmy. Ale warto bylo. Dzewa przeogromniaste :) W domu upal w lesie przyjemny chlod. Monterey Bay Aquarium - tydzien pozniej pojechalysmy z mama do akwarium. To byla moja 3 wizyta. Meduzy, pingwiny, wydry morskie, kraby, jezowce, rozgwiazdy, plaszczki, osmiornice, rekiny i masa innych ryb - tych niewielkich bardzo kolorowych zyjacych w rafach koralowych jak Nemo :) i tych ogromnych, szarych co trafiaja na nasze stoly jak np. tunczyk :) Mamie bardzo sie podobalo. No i oczywiscie dochodzimy do kulminacyjnego punktu programu - zeszlotygodniowego wypadu do Las Vegas. Przybylismy na miejsce ok. 8 wieczorem. Lekkie odswiezenie sie i w droge na miasto. Z naszego hotelu - Stratosphere powedrowalismy do Sahary na kolacje. Szwedzki stol to podstawa zywienia w Las Vegas, wiec kazdy wybral, co chcial. Wiecej informacji na temat Las Vegas http://pl.wikipedia.org/wiki/Las_Vegas Tu cos o Stratosphere z powyzszej stronki: Z Sahary przeszlismy do centru Stripu - przynajmiej 3 km w upale ok. 35 stopni poznym wieczorem. Przy Treasure Island obejrzelismy widowisko muzyczno-taneczne z efektami pirotechnicznymi. Dwa statki na wodzie - jeden pod sterem skapo ubranych "syren", drugi sexownych piratow. Syreny a la Britney Spears, Piraci a la Chippendales... Wystep mocno erotyczny i niezbyt odpowiedni dla rodzin z dziecmi, jesli chodzi o choreografie. Natomiast efekty pirotechniczne - rewelacja. Nastepnym punktem wieczoru - The Mirage ze slynnym wulkanem. Wulkan wybucha co godzine od zachodu slonca do polnocy. Nalezalo by tu dodac, ze z powodu polozenia geograficznego Las Vegas slonce zachodzi tu o 7:30 wieczorem! Zapomnijcie o dlugich szarowkach, pieknych zachodach slonca o 22:00 - nie w Las Vegas. |
Archiwum
Ostatnie wpisy
|